Toteż, z dnia na dzień, malała liczba mieszkańców Krakowa, zwłaszcza tych, którzy podatki płacili. Rósł za to strumień wozów uciekających z miasta. Smok zaś, tak rozleniwiony stał się do tego czasu, że ani w głowie było mu ścigać tych, którzy uciekali. Póki mięcha nie brakowało, żarł, spał i… krzyżówki rozwiązywał.